środa, 23 listopada 2011

Ręczna niespodzianka

Poszliśmy dziś na mecz bez wiary w zwycięstwo... Byliśmy usprawiedliwieni, bo poziom gry, jaki ostatnio prezentowali piłkarze ręczni Warmii, pozostawiał wiele do życzenia. Dość wspomnieć, że na początku drugiej ligowej kolejki drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Wisła Płock to aktualny mistrz kraju. Ale co tam, okazało się, że goście przyjechali przekonani o swojej wspaniałości, zlekceważyli przeciwnika, zachowywali się, jak obrażone gwiazdy. I zostali srogo ukarani za swoją pychę. Warmia wygrała! Hura :-)))
Zdjęcia marne, ale to tylko telefoniczna dokumentacja ku pamięci ;-)







piątek, 18 listopada 2011

Jubileusz ;-)

Źródła podają  –  rocznica to dzień przypadający dokładnie w rok, dwa, trzy itd. lata po jakimś fakcie, zdarzeniu. W zależności od wagi wydarzenia, rocznica może być okazją do nawiązań w postaci porównań lub wspomnień, a jeżeli wydarzenie to było radosne lub w inny sposób znaczące, to nawet do uroczystych obchodów.


Uroczyste obchody - to bardzo kuszące ;-) Poprzestanę jednak tylko na wspomnieniu, że w zeszłym roku o tej porze zadebiutowałam, jako kronikarz własnego życia. Dobrze mi się tu pisze, polubiłam to. A najbardziej się cieszę z Waszych odwiedzin!

Zapraszam na ciasto, które sami sobie upieczecie ;-) To łatwe!



Przepis znaleziony oczywiście w necie: 1 kostka masła, 4 całe jajka, 1/2 szklanki cukru, 2 paczki wiórków kokosowych, tabliczka gorzkiej czekolady

Roztopić w garnuszku ok. 200 g masła i czekoladę, ostudzić. Do miski wbić 4 całe jaja, rozbełtać razem z cukrem. Dosypać wiórki. Wymieszać. Wlać masło z czekoladą, można dodać kilka kropli aromatu, jaki kto lubi. Wymieszać dokładnie, wyłożyć do formy z papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika i zapiec 15-20 minut w temperaturze ok. 180 stopni.

Mam nadzieję, że smakowało!

czwartek, 17 listopada 2011

Dokarmiajmy!

Hu hu ha, idzie zima zła! Czas pomyśleć o ptaszkach zaokiennych. U mnie zaczął się ruch przy butli ze słonecznikiem, sikory objadają też wywieszoną słoninkę, a sroki już zdążyły ukraść kawałek pachwiny zawieszony na gałęzi.
Lubię obserwować przylatujące ptaszki, czasem trafiają się zabawne scenki, dużo się dzieje. I, jak co roku, liczę na ciekawe obserwacje i wizyty niespodziewanych gości.
Kto dopiero chce zacząć przygodę z dokarmianiem, niech spojrzy w tekst dra Andrzeja Kruszewicza, najpopularniejszego znawcy ptasiego życia. A może jakiś piękny karmnik kupicie?


Jaki to ptak?


Kosy lubią owoce. Mój pies, niestety, również... Kto pierwszy, ten lepszy ;)



*  *  *

Andrzej Waligórski - Rozmowa z ptaszkiem

Zawierucha wyje jak suka,
Mróz tak szczypie jak Dreptak dziewuchy,
A do mego okna ptaszek puka,
Żebym dał mu jakieś okruchy.
Stuka, puka ptaszę wynędzniałe,
Piszczy, prosi - Tyś dobre dziecię,
Daj mi pojeść! - A ja na to: - A chałę,
Trzeba było nazbierać w lecie!

Chciałbyś draniu, żebym zrobił daszek,
Żebym sypał pszenicy lub żyta?
A gdzie całe lato był pan ptaszek?
Czemu wtedy mi nie śpiewał, pytam?

Gdym nocami bezsennymi czuwał,
Kłopotami, zmartwieniami struty,
To gdzie wtedy pan ptaszek fruwał?
Przypuszczalnie na jakieś ksiuty!

A gdy przyszła do mnie jedna Walerka
I gdy krew zaczęła we mnie tętnić,
Czemu wtedy ptaszek nie zaćwierkał,
Żeby tę Walerkę roznamiętnić?

Był wszak nastrój, adapter i flaszka,
Księżyc miasto swym blaskiem pobielił,
Lecz zabrakło śpiewu pana ptaszka,
I nic, guzik, jak psu w ucho strzelił...

Nie tak łatwo w mym wieku o babki,
Swą absencją ptaszek wszystko zniszczył.
Teraz ptaszek niech chucha w łapki,
Teraz ptaszek niech sobie piszczy!

Życie ptaszku nie czytanka ze szkółki,
Trzeba przez nie pchać się przebojem!
Że co proszę? Kawałeczek bułki?
A kaktusa! Sam sobie pojem!

Zresztą, co tam, nie jestem zwierzę,
Chodź pan tutaj, panie wróbelek,
Na, masz trochę, ty, kopany w pierze,
Ale latem to odćwierkasz, kuchnia Felek!!!


© Agnieszka



środa, 16 listopada 2011

Przy zamku

Rano miałam taki plan, żeby wstać, wypuścić psa do ogrodu i za chwilę zabrać go z powrotem. Następnie chciałam wejść pod kołdrę i spać, spać... Ale pogoda mi plany zepsuła - świeciło piękne słońce, trzeba było iść na spacer! Poszłyśmy na Stare Miasto.

Kopernik mieszkał nad Łyną


W cieniu przymrozek


Park staromiejski


Dmuchawiec jesienny odtajał


Te kwiatki przetrzymały pierwsze mrozy


Dookoła zamczyska


Z powrotem w ogrodzie


*  *  *

Czy wszyscy już widzieli Jowisza? Warto spojrzeć w niebo, około godziny 18:00 patrzymy na wschód. Jowisz świeci bardzo jasno, nie sposób go nie zauważyć.


A tak wyglądał dzisiejszy zachód o godzinie 16:00.


Położenie Jowisza w trzecim tygodniu listopada 2011.
Mapkę wykonano na podstawie obrazków z programu Starry Night 

sobota, 12 listopada 2011

Prawie jak we Władcy Pierścieni

Bardzo lubię tę książkę. A dziś, spacerując po lesie czułam się tak, jakbym trafiła prosto w środek tej historii. Cały las, wszystkie drzewa, krzewy, listki i gałązki pokryte były lodową pajęczyną. Cisza, dookoła szaro, słychać tylko spadające liście i widać wszędzie powiewające białe nitki ;-) Było zimno, momentami nieprzyjemny chłód przenikał, ale widoki wynagrodziły wszystko. A miało być śniadanie w plenerze ;-)

Warto było wyjechać kawałek za miasto


Lodowate babie lato?


Mrożone jagody


Lodowato


Resztki zielonego


Ciekawe zapachy


Pajęczyca Szeloba chyba się tutaj nie zmieści ;-)


Jesienne jezioro


...i łąka


Deberek się upodobnił ;-)

piątek, 11 listopada 2011

Jedenasty jedenasty jedenasty

Słońce nie pozwala siedzieć w domu. Wychodzimy więc i...

defilujemy


porządkujemy pióra


grzebiemy w liściach


zachwycamy


biegamy z patykiem


przelatujemy


wypadamy z jeziora


skaczemy


Piękny dzień!

wtorek, 8 listopada 2011

Dziś

...z rana mgła i przymrozek. Wyszłam z Deberkiem do ogródka. Było psiejsko-czarodziejsko.


Tajemniczy ogród


Poranny spacer


Z liściem na brodzie


Szron


Astry mrożone


Kosowa


Widzę, że dziś Janusz poszedł do pracy piechotą.
Rower kultowy w czepku prysznicowym ;-)


Black & white


Bluszcz


I wyszło słońce...