Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam z Kubisiem. Mama Kuby pracuje, a tata, który jest na urlopie tacierzyńskim, musiał wyjechać. Babciuję więc po kilka godzin dziennie. Kuba ma już siódmy miesiąc, ładnie siedzi, buszuje za zabawkami na macie na podłodze, śmiejemy się i rozrabiamy. Apetyt dopisuje. Mama karmi go piersią, a ja maminym mlekiem z butelki. Ostatnio Kubuś zajada też przetarte warzywa i to jest dopiero fascynujące, jak się obserwuje go, gdy ze smakiem zmiata z łyżeczki kolejne porcje przetartej marchewki, pietruszki czy cukinii.
Nieodłącznym elementem babciowania są też codzienne spacery z Kubisiem w wózku. Po kilkunastu minutach Kuba zasypia, a ja zwiedzam okolice. Chodzimy po Kolonii Mazurskiej - starym osiedlu domków jednorodzinnych, położonym na skraju miasta. Po kilku dniach zwiedzania znam już wszystkie uliczki, wiem, gdzie są równe chodniki, gdzie mieszkają przyjazne psy albo kolorowe koty. Widziałam w oknie klatkę z pomarańczowym kanarkiem, kury w zagrodach, kwitnące w trawie przebiśniegi, krokusy i jakieś ładne, żółte kwiatki, których nie znam.
Na dzisiejszym spacerze naliczyłam sześć spotkanych kotów (jeden calutki biały z czarnym ogonem ;-) Gapiłam się w niebo na przelatujące klucze gęsi i żurawi. Dwie godziny łażenia, więc człowiek ma okazję na spokojne myślenie i relaks. I żeby tylko ramiona tak nie bolały i kręgosłup nie doskwierał... ;-)