sobota, 26 marca 2011

W poszukiwaniu żurawia...

...wybrałam się dziś rano z Deberkiem na łąkę za Dajtkami (dzielnica Olsztyna), w nadziei, że może zobaczę żurawie. Wcześniej słyszałam tylko ich głos. Wczoraj wieczorem spadł śnieg, mimo słońca mroźne powietrze nie sprzyjało włóczędze. Zimno. Żurawi nie było... Może to wszystko przez tę czaplę ;-)

W oddali las, przed nim przymarznięte bagienko. Idealne miejsce na żurawie...

Bazie dominują, ale co z tego...

Pogoda sprzyjała lotnikom

Ta wrona siwa jednak przepowiada wiosnę. Dziób pełen materiału do gniazda.

Deberek w melancholijnym nastroju. Altura też była na spacerku

Czapla piórka swe poprawia: nie chcę męża mieć żurawia...

Bogatki buszują po krzakach

8 komentarzy:

  1. Wiosna idzie,jednym zdaniem :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. w odległości około 50km mam jezioro nad którym stacjonują tysiące żurawi, łabędzi i dzikich gęsi.
    Od kilku dni namawiam męża na sprawdzenie czy już zaczął się tam ruch, może dzisiaj...?

    OdpowiedzUsuń
  3. Deberek
    chyba na kogoś czeka

    OdpowiedzUsuń
  4. Deberek się przygląda :-) W pobliskich krzakach czwórka chłopaczków bawiła się w wojnę! Mieli bardzo wypasione uzbrojenie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na ptaki to ja wyprawiam się "na słuch" - szybciej człowiek je usłyszy niż zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem rzeczywiście tak jest, że usłyszę ptaka, a potem się rozglądam w poszukiwaniu. Ale wypatrywanie też mi nieźle wychodzi. Mam czujne oko, mimo okularów ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. To zapraszam do Tarnowa pod Marcinkę, dwa lata usiłuję wypatrzeć kowalika, słyszę go za każdym razem...

    OdpowiedzUsuń