wtorek, 1 kwietnia 2014

Zgubiliśmy kapliczkę...

O tym miejscu już dawno opowiadał nam kolega i zachęcał do jego odwiedzenia. W niedzielę pojechaliśmy więc na wycieczkę do Pieniężna. Znajduje się tam rezerwat "Dolina rzeki Wałszy". Można tam wejść niemal wprost z centrum miasteczka. Wystarczy zejść schodami w dół przy kościele pw. św. Piotra i Pawła, i niedaleko znajduje się oznakowane wejście do rezerwatu. Czerwony szlak prowadzi lewym brzegiem Wałszy, doprowadzając do Kapliczki przy Cudownym Źródle. Kapliczka została ufundowana w 1826 roku przez rodzinę Gehrmanów.
Jest to jeden z najstarszych rezerwatów w Europie – podlegał ochronie już w roku 1907. Przed II Wojną Światową teren ten był jedynym zadrzewionym obszarem w pobliżu uzdrowiskowej miejscowości, jaką było wówczas Pieniężno. Stanowił miejsce spacerowe i wypoczynkowe dla mieszkańców Królewca, Berlina i okolicznych miast.  Funkcjonował tu pensjonat z restauracją leśną, basenem kąpielowym, muszlą koncertową, strzelnicą sportową, boiskiem i kortami tenisowymi.
Rezerwat to wąwóz długości 5 km, pocięty bocznymi jarami i porośnięty lasem. Koryto rzeki wcina się w teren na głębokość 50–60 m, tworząc strome ściany. Rzeka płynie wartkim strumieniem, formując na rumowiskach głazów wodospady, typowe dla rzek górskich. Strome brzegi porośnięte są bogatą roślinnością. Żyje tu sporo gatunków zwierząt, np. bobry czy wydry, a także liczne ptaki, m.in. orliki krzykliwe.
Obszar rezerwatu od ponad wieku jest wykorzystywany przez mieszkańców Pieniężna i okolic do celów rekreacyjnych. Główną grupę turystów stanowią goście, zwiedzający Muzeum Etnograficzne w Domu Misyjnym o.o. Werbistów.
Przez rezerwat prowadzi szlak „Czarci jar”. Wiedzie przez las wzdłuż prawego brzegu rzeki do kapliczki. Stamtąd wschodnim brzegiem Wałszy można wrócić do Pieniężna. Ścieżki jest oznakowana i wyposażona  w kosze na śmieci, toalety, ławki, barierki zabezpieczające, kładki i przejścia w miejscach trudno dostępnych i niebezpiecznych, tablice informacyjne i gatunkowe. Parkingi i fragment trasy przystosowano dla niepełnosprawnych, wybudowano ciągi piesze, odbudowano historyczną kładkę na rzece, zbudowano wiatę edukacyjną.

Spacerowaliśmy w rezerwacie prawie cztery godziny. Pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło. Drzewa i krzewy pozbawione jeszcze liści sprzyjały pięknym widokom. No i przez całą drogę towarzyszyły nam leśne kwiaty – takich kobierców dawno nie widziałam. Zdobyliśmy wieżę widokową – myślałam, że ducha wyzionę, wdrapując się na stopnie uformowane w zboczu :-) 
I tylko jedno nam się nie udało! Nie znaleźliśmy kapliczki! Nie mogę pojąć, jak to możliwe. Sprawdzałam jej opis i zdjęcia w internecie – nie sposób przeoczyć, a jednak my jej nie widzieliśmy. Nie ma tego złego, trzeba będzie wybrać się tam na ponowny spacer!


Po drodze krótki postój w Krośnie koło Ornety. Klimatyczne Sanktuarium Maryjne zawsze warte jest odwiedzenia.


Żurawie na polach; tu akurat tylko dwa, ale w sumie spotkanych mnóstwo.


Wejście na szlak


Las, słońce, cisza...


Zaraz przy wejściu znajduje się najwyższy czynny wiadukt kolejowy w Polsce:
wysokość 30 m, długość 160 m;
wybudowany w 1885 roku, zniszczony i ponownie oddany do użytku w roku 1950.


Malownicza ścieżka w lesie


Zięby śpiewają


Powalony pień w leśnym futerku


W końcu mnóstwo przylaszczek


Zawilce gajowe i złoć żółta


Droga wiedzie wzdłuż rzeki


Leśny dywan kwiatowy


Roślinka piękna, acz niezidentyfikowana
(krysztally podpowiada, że to kokorycz pełna, a Piotr poprawił, że to jednak kokorycz pusta)


Podesty ułatwiają przejście nad podmokłym terenem


Lepiężnik różowy rosło tego mnóstwo, całe łany


Miodunka w towarzystwie zawilca


Wspinaczka


Wałsza  rzeka prawie górska; jej spadek wynosi 178 m. To więcej niż spadek górnej Wisły.


Przy wyjściu z rezerwatu widać już Pieniężno


A w drodze powrotnej  wiosenna kumulacja na łące: bocian i żurawie


W drodze – Radziejewo, kościół pw. św. Antoniego Opata,
a w otoczeniu siedem zajętych gniazd bocianich, umiejscowionych na ściętych drzewach (po prawej)


Jeden z boćków; po drodze tego dnia naliczyłam ich ponad czterdzieści


I na koniec obiad w Lidzbarku Warmińskim i przejażdżka obok zamku (zdjęcie z samochodu)

33 komentarze:

  1. Przypominają mi się dzięki Tobie, moje obozy wędrowne z dawnych czasów.:-)
    Schodki rzeczywiście wyglądają na mordercze.
    Wiadukt - imponujący.
    Śliczne kwiaty, piękny las i zawsze macie tyle szczęścia do tych wszystkich ptaków!...:-) )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to już było prawie jak na obozie wędrownym :-)
      Schodki koszmarne - stopnie sięgające mi do kolan, ledwo dałam radę, a co najdziwniejsze, na drugi dzień żadnych zakwasów ;-)
      A ptaków wszędzie pełno, trzeba się tylko rozglądać...

      Usuń
  2. Pamiętam tez obozy wędrowne, ciężki plecak i obtarte stopy ale tym razem nie było chyba tak . Raczej spacerowo Zachęciłaś mnie do tego miejsca. Co do bocianów, to nie wiem, podobno najlepiej widzieć takie w locie , bo wtedy sprawy idą do przodu a jak stoi to - stoją a jak siedzą to jeszcze coś tam.. Piękne miejsce,szczególnie wiosną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było spacerowo, momentami z lekkim wyzwaniem :-) Wiosna to dobry czas na taki spacer, bo nic nie zasłania widoków.

      Widziałam bociany w różnych konfiguracjach ;-)

      Usuń
  3. ooo, to może być pomysł na jakąś wycieczkę gdy będę w Polsce za miesiąc. Blisko, a nieznane. Muszę męża namówić na jeden dzień dla przyjemności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo! Ciekawe i piękne miejsce. A jak już będziecie w Pieniężnie, to do Krosna koło Ornety jest naprawdę bliziutko - jest to miejsce bardzo klimatyczne i warte obejrzenia, nawet tylko z zewnątrz (czasem brama jest zamknięta, a budowlę można obejść dookoła).

      Usuń
  4. PIĘKNIE !!!
    ja tak miałam w skansenie w Sanoku.
    Zgubilam DUŻĄ , KOLOROWĄ CERKIEW...

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie, najważniejsze, że chce się! Pamiętam te okolice, jak przez mgłę, z wycieczki szkolnej:) Dzięki Pani zdjęciom przypomniałem je sobie w pięknej odsłonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce się! Byle sił i czasu starczyło :-)

      Usuń
  6. Wiosennie, z bocianami, ślicznie!
    A ominięta kapliczka może być pretekstem do kolejnego spaceru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak własnie planujemy - trzeba będzie wybrać się po raz kolejny! :-)

      Usuń
  7. Muszę się w te strony kiedyś wybrać, bo ostatnio to byłam w Pieniężnie chyba na początku ogólniaka, czyli wiele lat temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, zwłaszcza teraz, póki nie ma liści - więcej widać :-)

      Usuń
  8. Zazdroszczę Ci tych żurawi...Ja to najczęściej widuję sarny i bociany. I jeże :). Żurawie póki co są dla mnie abstrakcją :). A ja niedawno zgubiłam samochód, tak w temacie zgub. Zaparkowałam w obcym mieście i zapomniałam gdzie. Ale na szczęście zguba się znalazła, tzn ja ją znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku widziałam na polach więcej żurawi niż bocianów. W tym szykuje się chyba powtórka - jest ich naprawdę dużo.

      Zgubić samochód - to ho ho ;-)))

      Usuń
  9. Boćków i żurawi zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest czego :-)
      To piękne ptaki, a wiosną szczególnie za nimi tęsknimy...

      Usuń
    2. Jest czego :-)
      To piękne ptaki, a wiosną szczególnie za nimi tęsknimy...

      Usuń

  10. Uwielbiam takie ścieżki :) zawilce u mnie już kwitną :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiodą wśród lasu, w rzeczywistości dalekiej od codziennych zmagań...

      Usuń
  11. Lubię naturę, a przyszło mi mieszkać w wielkim mieście. Tylko w parkach, można czasem spotkać ciekawe ptaki. Zdjęcia jak zwykle pierwsza klasa, że o żurawiach nie wspomnę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam to szczęście, że wystarczy 10 minut jazdy samochodem i już jestem w innym, ciekawszym świecie ;-)

      Usuń
  12. Zajrzałam dopiero dziś, więc będzie trochę po fakcie, ale czy to nie jest aby prima aprilisowy wkręt z tą kapliczką, hę? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze by było, ale niestety, to szczera prawda. Gryzie nas to, bo jak można przegapić całkiem spory domek :-)

      Usuń
  13. Piękna, niezidentyfikowana roślinka to prawdopodobnie kokorycz pełna (Corydalis solida).

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny blog. Właśnie dzięki takim, nie muszę przeżywać rozterek, jak podzielić czas między Podlasie i Warmię. Mogę spokojnie jechać na to pierwsze, a tę drugą podziwiać na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłą wysoką ocenę :-)

      Lubimy włóczyć się po okolicach, zawsze coś ciekawego można zobaczyć, mimo że często poruszamy się po tych samych drogach.
      Muszę się ze wstydem przyznać, że ja, zamiłowana ptasiara, nie byłam jeszcze nad Biebrzą. Trzeba będzie kiedyś to nadrobić :-)

      Usuń
  15. Ciekawa wycieczka. A kokorycz to kokorycz pusta, która od pełnej różni się całobrzegimi i jajowatymi przysadkami (między innymi). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję! I dziękuję za poprawkę, zaraz uzupełnię. Na roślinkach znam się średnio ;-(

      Usuń
  16. naprawdę piękne miejsce - przyrodniczo i krajobrazowo, tereny zupełnie mi obce :>
    pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby u nas można znaleźć podobne miejsca, ale jednak każde ma swój niepowtarzalny klimat.

      Usuń