wtorek, 22 lipca 2014

Powrót sentymentalny

Już trzeci tydzień oglądam wyścig Tour de France. Kiedyś, ponad dwadzieścia lat temu, zobaczyłam na ekranie telewizora piękne widoki, które mnie zafascynowały i zaciekawiły. Okazało się, że to transmisja z wyścigu kolarskiego. Oprócz sportowej rywalizacji pokazywano również piękne okolice, którymi przemieszczali się kolarze. I tak zakochałam się najpierw we Francji, a potem w kolarstwie. Co roku w lipcu zasiadam przed telewizorem i pilnie śledzę transmisje z poszczególnych etapów, a przy okazji zwiedzam Francję. Wcześniej, w maju, jest wyścig Giro d'Italia, czyli jedziemy przez Włochy, a we wrześniu podziwiam Hiszpanię podczas Vuelta Espana :-)

W 2009 roku spędziłam przełom kwietnia i maja we Francji w Masywie Centralnym. Mąż był w delegacji, pracował, a ja włóczyłam się po mieście. W wolnym czasie robiliśmy dłuższe samochodowe wycieczki.
I teraz, gdy publikowana jest trasa wyścigu, sprawdzam, czy nasze drogi się czasem nie przecinają.

Tym razem, w niedzielę 20 lipca, trasa Tour de France częściowo wiodła przez Prowansję, do miasta Nimes, a po drodze kolarze przejeżdżali między innymi przez Beaucaire. Nocowaliśmy tam podczas naszego zwiedzania południowej Francji. Siedzieliśmy więc przed telewizorem i wypatrywaliśmy znajomych widoków. "O tu, tu piliśmy kawę" - wrzeszczeliśmy jedno przez drugie, gdy kolarze pedałowali po ulicach miasteczka w potężnej ulewie ;-)
I tak zatęskniłam do mojej francuskiej przygody i postanowiłam trochę powspominać.

Beaucaire to niebyt duże (około 20 tysięcy mieszkańców) miasto w regionie Langwedocja-Roussillon, w departamencie Gard, niedaleko Awinionu. To typowe francuskie miasteczko, z ruinami zamku, starą katedrą i portem jachtowym, połączonym kanałem z przepływającym w pobliżu Rodanem. Przyjechaliśmy tam wieczorem (było po drodze), zarezerwowaliśmy hotel, a później odbyliśmy wariacki wypad nad Morze Śródziemne. Chciałam chociaż rzucić okiem na Park Narodowy Camargue. I faktycznie przejechaliśmy przez teren parku, widzieliśmy flamingi, zamoczyliśmy ręce w Morzu Śródziemnym i wróciliśmy w kompletnych ciemnościach do hotelu. Drugiego dnia, rano, pospacerowaliśmy po miasteczku, a po kilku godzinach ruszyliśmy w drogę powrotną do Clermont.


Tych kwiatków im zazdroszczę :-)


Zamek góruje nad miastem


Po drodze kościół z XII wieku


Lubię takie skalne konstrukcje


Wewnątrz murów ruiny


Z parku wokół zamku schodzimy do miasteczka


W pobliżu płynie Rodan


Zabytkowy widoczek


Le Drac - jak kto zna język francuski, to poczyta o smoku na tablicy ;-)


Niedziela, czyli dzień targowy


Sklep rybny


Jedna z głównych ulic; tędy przejeżdżali kolarze


Obok port i mnóstwo jachtów


Kawa w Beaucaire...


...a nad głową kaktus w rynnie ;-)


A na drodze, oczywiście jak to na południu, platany

23 komentarze:

  1. Oglądam wyścig własnie dla widoków i wspomnień, na najpiękniejszych czasem są wyniki etapów ale co tam...!

    OdpowiedzUsuń
  2. cd...Piękne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mnie jakoś naszło... Czasem dobrze jest wrócić do minionych dziejów ;-)

      Usuń
  3. Choć nigdy tam nie byłam to ponad 5 lat oglądam od Giro po Vueltę, bo uwielbiam zwiedzać. Ponieważ nie latam, to prawie nie przecinam polskiej granicy i dlatego zwiedzam telewizyjnie, chciał nie chciał kibicując mężowi.
    Fajnie, że masz możliwość doznawania naocznie.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, naocznie to ja tylko kawałeczek Francji widziałam, ale tym bardziej lubię oglądać transmisje. Zawsze jest coś ciekawego i pięknego :-)

      Usuń
  4. Piękne te stare miasteczka. Taki w nich spokój i ład. I Ty masz wyjątkowy dar widzenia i ujmowania proporcji na fotografii. Taki fotograficzny "złoty środek". W Twoich zdjęciach jest także spokój i ład. Są piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję! Jakie miłe słowa! :-)

      Usuń
  5. Tak naprawdę, gdyby nie widoki, to tych długo-etapowych wyścigów w ogóle nie dałoby się oglądać. Bo ile można patrzeć, jak ktoś jedzie na rowerze : )

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Ewo, nie ma w/g mnie nudniejszej sprawy niż relacja z rowerowych wyścigów długoetapowych ... jadą, proszę państwa jadą, jadą ... widać peleton, już widać peleton, kolarze jadą, proszę państwa ...i tak przez 3 tygodnie po kilka godzin dziennie :) Ale, ale relacja w Pani ujęciu, z tą piękną architekturą cykniętą z ogromnym wyczuciem, aaaaa to co innego :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pozwolę sobie się nie zgodzić :-) Jak się już człowiek zagłębi w to kolarstwo, ma swoich faworytów, swoich ulubieńców, to zaczyna rozumieć, o co idzie gra i emocje rosną :-)

      Ja się staram robić krótkie relacje, żeby nie zanudzić ewentualnych kibiców :-)

      Usuń
  7. Wspaniałe widoki, chciałabym tam kiedyś pojechać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym chciała jeszcze tam wrócić :-)

      Usuń
  8. Już wtedy robiłaś takie świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie, nie, nie! Wtedy to ja nawet początkująca nie byłam.
      Teraz wyciągam w Lightroomie, co się da, ale z tych nędznych jpegów niewiele się da, niestety. Cały czas ubolewam, że wtedy nie umiałam robić zdjęć...

      Usuń
  9. A ja pamiętam, że kiedy pierwszy raz byłam w Paryżu to akurat kończył się Tour de France i nawet staliśmy niedaleko mety. Miasto zatłoczone było strasznie ale dla tej "podniosłej" atmosfery warto było zwiedzać Paryż w tłumie kibiców :). Przeczytałam wyżej, że chciałabyś tam wrócić więc Ewo - tego Ci życzę z całego serca :). Takie widoki zasługują na systematyczne zachwyty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ho ho, być na mecie Tour de France, to jest coś.
      Po cichu Ci powiem, że mamy z Mężem takie marzenie - najpierw, oczywiście, wygrać w toto lotka, a potem przejechać cały tour za kolarzami ;-)

      Usuń
  10. zazdroszczę, parę takich sentymentalnych powrotów bym sobie życzyła :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wolała tam wrócić na prawdę, a nie tylko na zdjęciach ;-)

      Usuń
  11. Piękne widoki:) A ja kolarstwa nie oglądam tak tylko czasem końcówki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię proansję (choć Francji już nie) to niesamowita kraina. Pamiętam te chooerne kaktusy, prócz zwykłych kolców mają też takie miniaturowe i przeźroczyste których nie spsób powyciągać z ciała bo ich nie widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadąc tam, marzyłam, że zobaczę pola kwitnącej lawendy, ale początek maja, to było za wcześnie. Kaktusów też za dużo nie widziałam.

      Francja jest piękna, ma piękne zabytki i klimatyczne miasteczka. Francuzi to już jednak inna bajka... ;-(

      Usuń